Menu

blogulec

Zapiski leniwego biegacza

X. Niebieskie mundury

zacienty

 

CHWDP – w latach swej młodości, często widywałem taki wrzut na wszelkiego rodzaju murkach, osiedlach, czy innych przystankach. Osobiście nie popierałem idei skrywającej się za tym, jakże rzadko poprawnie zapisywanym skrótem. Po części dlatego, że większość policjantów, których poznałem była fajnymi facetami. Z gównianą robotą , średnią pensją i emeryturą dla osłody. Po części również dlatego, że stosunki analne ze służbą mundurową, w której znakomitą większość stanowią mężczyźni, w żaden sposób mnie nie pociągają.

 

Jednak niedawno wracając do domu, wieczorową porą, będąc zupełnie trzeźwym, popełniłem błąd. Przeszedłem na pasach, przed radiowozem pieszczotliwie nazywanym w kuluarach suką. Funkcjonariusz z niemal ojcowską troską, wykrzyknął przez okno, abym się zatrzymał. Zatrzymał również swój wspaniały pojazd, otworzył drzwi i ze stanowczą delikatnością zaprosił mnie do środka.

 

Zająłem zatem miejsce, na komfortowym i łatwym do utrzymania w czystości siedzeniu. Drzwi się zatrzasnęły, a ja z niemal dziecięcą ciekawością oczekiwałem ciągu dalszego. Czy wie pan jakie wykroczenie pan popełnił? - Zapytał, bez cienia oskarżenia w głosie. Nie mam, najbledszego pojęcia. - Odparłem, z możliwie szczerym wyrazem twarzy. A muszę przyznać, że pomimo tego, iż mój umysł prześcigał się w wynajdowaniu wszelkich, haniebnych uczynków jakie zdarzyło mi się popełnić, wciąż byłem pełen ignorancji, względem tego, co ten konkretny policjant może mi zarzucać, w tym konkretnym miejscu i czasie. Choć nabierałem już pewnych podejrzeń.

 

Przeszedł pan na czerwonym świetle! - Padły ciężkie słowa i w jednej chwili przypomniałem sobie wszystkie czerwone światła, wszystkich skrzyżowań, wszelakich ulic, które przekroczyłem, choć nie powinienem. Od wschodnich kresów, przez stolicę, aktualną i byłą. Albion, Hiszpanię, Francję, Włochy, Grecję i Czechosłowację - gdy ta jeszcze istniała, oraz wiele innych, nawet Niemcy. Wszędzie tam przechodziłem na czerwonym świetle, z premedytacją, czy z nieuwagi, w pośpiechu, na przekór i po polsku. Jednak to jedne, jedyne światło było zielone i nawoływało mnie migocząc: pośpiesz się, zaraz zgasnę!

 

Zatem zapewniam o swojej niewinności, Pan Policjant wie że kłamie, wszak przygotowywał się już do ruszenia. Ja twierdzę, że nie mnie oceniać, jak i kiedy on się przygotowuje, ale światło było zielone. Rozmowa toczy się tym torem, ale i tak staje tam, gdzie stanąć musi. Mandat, czy odmowa i sąd? Odpowiedź prosta musi być: mandat - wszak szkoda czasu o drobne po sądach się ciągać.

 

Zaczyna się zatem cały proces spisywania, Pani Policjantka dokonuje tego aktu, dopytując się swojego kolegi o szczegóły, co jak i gdzie wpisać, sprawdzenie dowodu, potwierdzenia adresów, etc, etc. I wtedy, olśniło mnie. Pani się uczy i właśnie dzięki mnie, ma okazję do treningu praktycznego, z zakresu wystawiania mandatów. Jest to jakaś pociecha, że za moje pieniądze i to nie tylko te z podatków, policja będzie lepiej przeszkolona.

 

Ale światło było zielone! Zresztą mniejsza o to, nawet gdyby było czerwone. Mniejsza nawet o tę stówę, mniejsza o mój stracony czas. Mniejsza o to, że zawitałem do monopolowego w celu zakupu pewnych dóbr, które porzuciwszy już myśli o rychłym powrocie do domu, skonsumowałem u kolegi, dzieląc się z nim zarówno wspomnianymi dobrami jak i tą, sami przyznacie fascynującą historią.

 

Z czym tak naprawdę skończyłem? Nie czuję w żaden sposób, że zawiniłem i poniosłem karę. Przez myśl mi nie przeszło, aby przeczekać następne czerwone, skoro nic w zasięgu wzroku i słuchu nie zmierza w moim kierunku. Jedyne co mam z tego wszystkiego to przeświadczenie, że zostałem, wybaczcie kolokwializm: wydymany na stówę. Jakiś słupek w statystykach poruszyłem o ułamek milimetra w górę, Pani Policjant już wie, w którą rubryczkę co wpisać. A ja pamiętając wszystkich policjantów, których znałem i szanowałem, facetów z poczuciem humoru, którzy klęli jak szewc i opowiadali niewiarygodne historie, nie potrafię się dziwić gdy jakiś gówniarz w kapturze, sprejem na ścianie pisze, te cholerne HWDP.

 

P.S.

Pozdrowienia dla pani posterunkowej Sabiny, która wydawała się być przesympatyczną kobietą i chciała mi wlepić ledwie pięć dych.

 

© blogulec
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci